czwartek, 6 sierpnia 2009

"Kaishou"

Obudził się jeszcze przed świtem. Ostrożnie podniósł się i spojrzał na swoją ukochaną. Leżała obok skulona sprawiając wrażenie zagubionej. Pomyślał, że zrobi wszystko, aby jej pomóc. Przyglądał się teraz jej ciału. Stwierdził z niezadowoleniem, że straciła na wadze, a smolisty kolor włosów jeszcze to podkreślał. Były krótsze, przeczesał je palcami, sięgały zaledwie do ramion. Zastanawiało go gdzie podziała się jej poświata i więź która ich łączyła. Nie wyczuł jej obecności w klubie, przynajmniej nie od razu. Wiedział, że musi to wyjaśnić, otrzymać parę odpowiedzi. Dotknął naszyjnika zawieszonego na jej szyi, gdzie spoczywał Srebrny Kryształ. Przynajmniej on był cały czas przy niej.

...

Poczuła dotyk na dekolcie. Gwałtownie się odwróciła. Napotkała oczy, których głębi nie potrafiła sprecyzować, miała wrażenie, że nie jedno widziały i nie jedną tajemnicę skrywają. Przejechała ręką w poszukiwaniu wisiorka, kiedy napotkała jego znajomy kształt uspokoiła się. Była to w końcu jedyna rzecz, którą miała od tamtych wydarzeń.
- Usako, kochanie nie musisz się mnie obawiać… - powiedział miękko.
- Tsuki… Proszę, na razie nazywaj mnie Tsuki - szepnęła przypominając sobie wydarzenia ostatniego wieczora.
Zaczerwieniła się. Nasunęła na siebie narzutę, która jeszcze przed chwilą okrywała tylko jej nogi. Przyjrzała się teraz spokojnie mężczyźnie, który wczoraj oświadczył, że jest jej mężem. Miał zdecydowane rysy twarzy, bardzo regularne, na przemian widziała w nich surowość i łagodność. Gęste włosy ciemnego koloru podkreślały barwę oczu. Ciało gładkie, wręcz idealne, szerokie barki, lekko umięśniony tors i piękne dłonie, które teraz gładziły jej plecy. Nie mogła uwierzyć, że nie pamięta tego mężczyzny. Choć do jej głowy dochodziły pewne odczucia, to nie mogła zobaczyć żadnego wyraźnego obrazu z przeszłości. Posmutniała. Miała wrażenie, że on naprawdę ją kocha, a ona nie potrafiła odwzajemnić tego uczucia. Prócz zauroczenia i bezpieczeństwa nie czuła zupełnie nic. Spuściła głowę, nie bardzo wiedziała co robić. Ujął jej brodę i podniósł do góry jednocześnie całując. Odpowiedziała mu tym samym, co zdziwiło nawet ją.
- Ile ja mam lat? - zapytała po chwili.
- 23.
- I już jestem mężatką?
Mamoru zrobił krótką pauzę.
- Pobraliśmy się 3 miesiące temu, ale planowaliśmy to znacznie wcześniej. My… po prostu wcześniej nie było to możliwe.
- Długo się znamy?
- Wieczność…
Uśmiechnęła się.
- Odpowiadasz zdawkowo, a ja chcę wiedzieć.
- Miałaś 14 lat jak się poznaliśmy.
- Cooo… ??
- Wtedy ci to nie przeszkadzało - rozbawił się - Ale przy pierwszym spotkaniu nie polubiliśmy się za bardzo.
- Naprawdę?
- Naprawdę. Byłaś dziecinna, taki wiek, ale już wtedy byłaś wyjątkowa i wrażliwa… Fascynowałaś mnie. Aż w końcu uratowałaś… - urwał.
- Tak? Uratowałam? Naprawdę? Dokończ.
- Wydaje mi się, że to za dużo jak na pierwszy raz… Może opowiesz mi trochę o ostatnich wydarzeniach? U..Tsuki…, to bardzo ważne. Musimy wiedzieć co się wydarzyło.
- My?
- To znaczy ja i dziewczyny…
- Jakie dziewczyny? - zapytała marszcząc czoło.
- Twoje przyjaciółki.
- Ach… mam przyjaciółki… - powiedziała cicho, lekko się przy tym uśmiechając.
- Już świta. Wstanę i zrobię śniadanie. - podniósł się odsłaniając całe ciało - Nastaw kąpiel. Ja przepraszam, wiem, że to wszystko dzieje się dla ciebie za szybko. Nie chcę, abyś czuła się skrępowana... - mówiąc to ściszył głos.
Zastanawiała się dlaczego tak łatwo czerwieni się w jego obecności. Uznała, że bardzo dobrze ją zna i odgaduje jej uczucia.

...

- Jaka jest pierwsza rzecz którą pamiętasz?
- …
- Nie chcesz jeszcze o tym rozmawiać?
- Nie, to nie to. Po prostu zastanawiam się co odpowiedzieć… Pierwsze co mi się nasuwa, to to, że miałam wrażenie, że to wszystko sen, że nie dzieje się naprawdę. Najpierw obudziłam się w jakimś miejscu i zemdlałam, a później ocucił mnie Yuji i byłam bardzo przestraszona i…
Mamoru wzdrygnął się na imię "Yuji". Ten typ wyleciał mu z głowy. Nerwowo popił kawę, zapominając przy tym, że zaparzył ją dopiero przed dwoma minutami. Syknął. Teraz zastanawiał się jakie relacje ich łączyły. Nie zniósłby innego mężczyzny.
- Yuji - powtórzyła - ja… ja zupełnie zapomniałam! On na pewno się teraz bardzo martwi. Ja muszę mu wyjaśnić, porozmawiać… - spojrzała się szukając jego wzroku.
Brunet uważnie się jej przyjrzał. Pomyślał, że to dobra okazja, aby przyjrzeć się temu Yuji, a także zaznaczyć, że to on jest jej mężczyzną.
- Możemy więc do niego pojechać.
- Naprawdę? - ucieszyła się.
- Tak. Wypij kawę, a ja odpalę samochód. Napisz adres na kartce. Spotkamy się na dole przed wejściem - chciał mieć to jak najszybciej za sobą, poza tym uznał, że Yuji może wiedzieć nawet więcej niż Usagi.

...

Wsiadła do czerwonego samochodu, który podjechał pod budynek w którym mieścił się ich apartament. Zastanawiała się gdzie właściwie jest. Nie potrafiła się odnaleźć w tej wielkiej przestrzeni miasta.
- Co to za miejsce?
Spojrzał się na nią jakby nie rozumiejąc pytania, docisnął gaz i po chwili odpowiedział:
- Prefektura Chiba. Sama wybrałaś to miejsce. Właściwie oboje mamy blisko do pracy. Na szczęście stać nas na ten apartament.
- Nie wiem jeszcze tylu rzeczy…
- Nie martw się. Będzie coraz lepiej. Pomogę ci. - mówiąc to położył jej swoją dłoń na jej.
Skinęła głową. Wierzyła mu.
- Mamoru…?
Ogarnęło go miłe uczucie. Przez chwilę myślał nawet, że zapomniała jego imienia.
- Tak?
- Haruka, kim ona jest? Dlaczego zwróciła się do ciebie "Książe"? Powiedziała to tak miękko i… sama nie wiem, trochę z dystansem.
Nie spodziewał się tego pytania, nie wiedział, że ich słyszała. Zwolnił nogę z gazu i zjechał na drugi pas zatrzymując się na poboczu. Siedział chwilę bez ruchu jakby ważąc słowa, które miał za chwilę wypowiedzieć. Przekręciła głowę na bok coraz bardziej ciekawa odpowiedzi.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym ci wszystko powiedzieć - zaczął patrząc się ciągle przed siebie - Widzisz, to nie jest takie proste, nigdy nie było… Haruka jest naszym przyjacielem. Ochrania cię. - odwrócił się w jej stronę - Tsuki… Dopóki nie przypomnisz sobie kim jesteś, nie mogę ci nic powiedzieć, rozumiesz?
Nie rozumiała. Właściwie to poczuła się urażona słysząc w jego głosie ton nie znoszący sprzeciwu. Pomyślała, że w końcu nie zna tego mężczyzny, więc dlaczego mu ufa? Co to ma wszystko znaczyć? Zagotowała się w środku. Poczuła w sobie bunt jak małe dziecko, któremu odmówiono właśnie kupienia loda. Zauważył to. W końcu znał ją, nadal była jego Usagi.
- Posłuchaj Tsuki. Obiecuję ci, że jak wyjaśnimy co zaszło po tym jak opuściłaś nasze mieszkanie i zniknęłaś… jak wyjaśnimy to wszystko, to ja postaram się to wszystko wytłumaczyć. Pamiętaj jednak, że chcę dla ciebie jak najlepiej i uważam, że na razie…
- Jedźmy już - przerwała dość stanowczo, nie chcąc słuchać tłumaczeń.
Mamoru chciał jej dotknąć. Wiedział jednak, że tylko pogorszy tym sytuację. Pozostało mu tylko przekręcić kluczyk w stacyjce i ruszyć pod wskazany adres.

...

- To tu - wskazała na domek, który znajdował się w dzielnicy Ebisu.
Przyjrzał się zabudowaniu. Niczym się nie wyróżniał. Był niewielki pokryty niebieskim dachem. Przed wejściem stała zaparkowana srebrna Toyota Auris, co najprawdopodobniej oznaczało, że zastaną właściciela w jego mieszkaniu. Usagi powoli otworzyła drzwi i wysiadła z samochodu. Mamoru nie zastanawiając się uczynił to samo i ruszył za nią. Stanął z boku patrząc jak dziewczyna puka do drzwi.
- Idę! - dobiegł ich męski głos ze środka.
Po chwili stanął w nich mężczyzna średniego wzrostu o atletycznej budowie. Miał włosy ciemnego blondu i łagodne piwne oczy.
- Tsuki! Tak się martwiłem! Gdzie się podziewałaś? Wtedy w klubie…
Przerwał, bo ujrzał innego mężczyznę, który wyłonił się zza pleców czarnowłosej.
- Yuji - powiedziała miękko widząc wyraz jego twarzy - Przyjechałam porozmawiać. Jak widzisz nic mi nie jest i…
- Ale ten mężczyzna… - spojrzał nieufnie na bruneta.
- … jest jej mężem - dokończył znacząco Mamoru.
- Mężem?! - Yuji nie krył zdziwienia i zmieszania, tego się nie spodziewał, Tsuki była mu bardzo droga - Jesteś pewna? Można mu ufać? Przecież…
- Posłuchaj… - rozpoczął ostro Mamoru.
Ona zaś poczuła, że musi się wtrącić. Odwróciła się do męża i położyła mu lekko rękę na torsie.
- Mamoru, proszę daj mi 15 minut.
Nie mogła widzieć małej satysfakcji w oczach Yuji. Mamoru jednak nie zważając na to ujął jej dłoń i pocałował. Ufał żonie.
- 15 minut. Poczekam w samochodzie. Potem sam z tobą porozmawiam - ostatnie zdanie skierował do blondyna po czym udał się w drugą stronę.
- Wejdź Tsuki.
- Dziękuję.
Gdy zamknęły się drzwi blondyn zbliżył się do dziewczyny i przytulił ją.
- Tsuki, myślałem, że coś ci się stało. Szukałem cię.
Poczuła lekkie zażenowanie, lekko odsunęła mężczyznę od siebie.
- Jak widzisz nic mi nie jest - uśmiechnęła się nieznacznie.
- Ale dlaczego on mówi, że jest twoim mężem?
- Bo to prawda.
- Ale…
- Dobrze wiesz, że brak obrączki jeszcze o niczym nie świadczy. Nigdy nie twierdziłam, że jestem sama. Wiedziałeś, że nic o sobie nie wiem. Nigdy nie mówiłam, że z tobą zostanę - dodała cicho.
- Wiem… Rozumiem. Ale czy ufasz mu? Skąd wiesz, że mówi prawdę? - ostatnie pytanie prawie wykrzyczał.
- Po prostu wiem. Mimo tego, że nic nie pamiętam, czuję, że on mnie zna, że… - przez głowę przeleciały jej sceny z minionej nocy - ...kocha.
- Ja też cię kocham…
Tego się obawiała.
- Yuji, ja… ja nie odwzajemniam twoich uczuć.
- Wiem. Musiałem ci to powiedzieć. Chyba miałem cichą nadzieję, że nikt na ciebie nie czeka. Byłem głupi myśląc tak.
- Chciałam ci podziękować za opiekę - nic innego nie przychodziło jej teraz do głowy - za to, że mi pomogłeś. Dziękuję.
- Przestań. Wniosłaś tyle do mojego życia, to ja powinienem ci dziękować.
Usłyszeli lekkie pukanie do drzwi.
- To pewnie Mamoru - powiedziała z lekką ulgą i otworzyła drzwi - Wejdź. Teraz możecie się normalnie poznać. Mamoru, to Yuji. Yuji - Mamoru.
Podali sobie dłonie. Przez ciało blondyna przeszło dziwne ciepło.
- Wejdźcie dalej, proszę. Zaparzę herbaty, a wy przejdźcie do salonu.
- To ja zaparzę, a wy porozmawiajcie, zaraz przyjdę - nie czekając na odpowiedź zostawiła ich samych.
- Tędy - blondyn wskazał mu drogę - O czym chciałeś ze mną porozmawiać?
- O Usagi-chan.
Yuji domyślił się o kim mowa. Przyjrzał się uważniej brunetowi i stwierdził, że nie ma z nim żadnych szans, jeżeli chodzi o uczucia jego Tsuki. Było coś w postawie tego mężczyzny, co sprawiało, że czuł respekt. Pomyślał, że może to imponować kobietom.
- A więc o Tsuki… Co chcesz wiedzieć?
- Muszę dokładnie wiedzieć, kiedy i w jakim stanie ją znalazłeś.
- Więc dobrze. Było wczesne po południe, jakieś 3 miesiące temu. Przechadzałem się przystanią. Akurat miałem coś do załatwienia w tamtym okręgu. O dziwo tego dnia było mało ludzi. Ujrzałem dziwny blask i skierowałem się w tamtą stronę. I tam ją znalazłem. Leżała w samej piżamie z raną na głowie, w ręku ściskała ten naszyjnik, który zawsze ma na sobie. Wyglądała tak niewinnie i bezbronnie… - urwał na chwilę, ale gdy Mamoru się nie odzywał, kontynuował dalej - Zbadałem jej puls, był miarowy. Nie miała innych obrażeń. Nie miałem jak wezwać pomocy, więc zabrałem ją do domu. Wiem, że powinienem postąpić inaczej, sam nie wiem, czemu dokonałem akurat takiego wyboru, może dlatego, że studiuję medycynę i miałem wrażenie, że mogę jej pomóc. - pomyślał, że nie wie czemu się tłumaczy.
- Studiujesz medycynę?
Zaskoczyło go to pytanie.
- Tak.
- Następnym razem jednak udaj się do szpitala, nie wszystko jest takie, na jakie wygląda.
- Ja… ja chciałem udać się z nią do szpitala, ale ona mówiła coś jak była nieprzytomna, czasem krzyczała, a gdy się obudziła była przestraszona i nie chciała nigdzie iść, nikogo odnaleźć.
- Była w szoku. To normalne. Ale w tym momencie to jest nieistotne. Musisz powiedzieć mi co to był za blask. Czy coś dziwnego wydarzyło się w tym momencie i czy kryształ… - zawahał się na chwilę - czy było w tym krysztale coś dziwnego?
Dziwiły go te pytania. Tak naprawdę, to myślał, że bardziej będzie zainteresowany jej stanem zdrowia, niż takimi rzeczami.
- Poza blaskiem nic dziwnego nie zauważyłem, a kryształ wyglądał całkiem zwyczajnie.
W tym momencie do pokoju weszła ona. Przyniosła herbatę i usiadła obok Mamoru. Ucieszył go ten fakt.
- Gdzie miała tą ranę? - powiedział kierując wzrok z ukochanej na Yuji.
- Przy prawej skroni, trochę wyżej.
Mamoru lekko odgarnął jej włosy. Zauważył małą bliznę, którą wcześniej przeoczył. Zdziwiło go to. Jego ukochana mimo licznych walk nie miała na sobie ich śladów, Srebrny Kryształ chronił ją i jej ciało. Zamyślił się. Tłumaczyło by to trochę, dlaczego nie czuł w klubie jej mocy. Srebrny Kryształ wszedł w stan uśpienia. Stracił związek z jej ciałem. Pytanie tylko dlaczego i na jak długo?
- Przepraszam Yuji - zwrócił się do mężczyzny - na nas już czas.
Dziewczyna nie kryła rozczarowania.
- Nie patrz tak na mnie - powiedział do żony - Jutro kończy mi się urlop. A musimy jeszcze załatwić parę spraw.
Skinęła głową.
Pożegnali się i ruszyli autem z powrotem w stronę zatoki.
Yuji odprowadził ich wzrokiem. Ze smutkiem stwierdził, że ma wrażenie, że już więcej nie zobaczy swojej Tsuki.

...

Postanowił nie wracać jeszcze do domu. Skierował się w stronę przystani, gdzie czasem spotykali się będąc jeszcze parą. Chciał z nią porozmawiać. Zastanawiał się co się stanie, gdy wróg zaatakuje. Ich najsilniejsza wojowniczka, w ogóle nie zdawała sobie sprawy z własnej potęgi, a moc pozostałych ośmiu mogła nie wystarczyć.
- Dlaczego jedziemy nad zatokę?
- To tu spotykaliśmy się czasem, kiedy chodziłaś jeszcze do liceum.
Spojrzała na wodę i otoczenie. Znowu nic nie czuła, żadnych wspomnień.
Zaparkowali. Wysiadł, otworzył jej drzwi i złapał za rękę.
- Chodź przejdziemy się trochę...

...

*kaishou - rozmowy

czwartek, 30 lipca 2009

"Odorikuruu"

Haruka pędziła na swoim srebrnym motorze z prędkością o jakiej każdy normalny człowiek bałby się nawet pomyśleć. Ale nie ona, nie osoba, która była samym wiatrem. Myślała tylko o tym, czy Usagi, którą tak ceniła jest w tej chwili bezpieczna. Miała przeczucie. Spojrzała przed siebie i zobaczyła w oddali inny motor. O dziwo nie zbliżała się do niego tak jak do innych pojazdów. Dawno nie widziała nikogo, kto jechałby równie szybko jak ona. Zobaczyła, że postać przed nią skręca z autostrady do dzielnicy Motoazabu. Podążyła jej śladem. Wiedziała, że tylko jedna osoba może jej dorównać w jeździe na motorze.

...

Niepewnie przekroczył próg klubu "Odorikuruu". Ostatni raz był tu dawno temu ze swoim kolegą z pracy, który przyprowadził go, aby przedstawić mu swoją nową wówczas dziewczynę Mitsuyo, która była absolwentką szkoły baletowej. Wtedy wydawało mu się to bardzo dziwne, że taka dziewczyna jak Mitsuyo, tańczyła w takim miejscu jak to. Jednak z czasem przyznał, że klub ten miał pewną aurę tajemniczości, a taniec spełniał w nim rolę magnesu. Sam do końca nie potrafił sobie wytłumaczyć co robi w takim miejscu jak to i na chwilę się zawahał. Jednak zatrzymał się i uznał, że chęć wypicia szybkiego drinka jest silniejsza. Powoli ruszył w stronę półokrągłego baru, kątem oka zauważył, że Mitsuyo szykuje się do swojego występu. Nastała cisza. Przygaszono światła, tak że nastał nastrojowy półmrok. Muzyka wypełniła całą salę. Mitsuyo kołysała się w jej rytm, a wszyscy wydawali się być tym zahipnotyzowani. Łączyła balet z tańcem nowoczesnym, co wyglądało zjawiskowo i tworzyło unikalne przedstawienie. Nagle muzyka ucichła i zmieniła się na bardziej agresywną, a na scenę weszła nowa tancerka. Poruszała się delikatnie, ale pewnie w rytm basów, pokazując niesamowitą sprawność swojego ciała. Drgnął. Zobaczył kontury ciała, które dobrze znał. Serce zabiło mu szybciej. Dziewczyna tańczyła na wysokich szpilkach z cylindrem na głowie, który rzuciła w publiczność ukazując włosy połyskujące głęboką czernią z odcieniami rudego i złota. Było w tym wszystkim coś mistycznego, co kazało mu wstrzymać oddech. Tancerka uniosła wysoko nogę, odrzuciła głowę do tyłu i powoli osunęła się na podłogę sceny. Przez chwilę wszystkie okrzyki ucichły, widać było przyspieszone bicie serca dziewczyny. Mamoru przeszedł dreszcz. Włączono światła, a tancerka zgrabnie podniosła się i ukłoniła, kiedy wyprostowała się otworzyła pomalowane powieki. Wszędzie poznałby te błękitne oczy, nie mógł się poruszyć. Tymczasem czarnowłosa piękność zeszła ze sceny w okrzykach publiczności, gdzie podszedł do niej mężczyzna, który objął ją w pasie.

...

Ciężko dyszała. Miała wrażenie, że świat się zatrzymał. Lubiła to uczucie. Ten moment. Wstała i ukłoniła się. Spojrzała na widownię i zeszła ze sceny.
- Tsuki!
- A to ty Yuji. Kangeikai!
Mężczyzna powoli objął ją w pasie i prowadził w stronę baru. Pozwoliła mu na to, uznała, że nie ma w jego dotyku nic natarczywego.
- Byłaś świetna jak zwykle! Wszyscy oszaleli, przyszli tu ze względu na ciebie…
- Dziękuję, pochlebiasz mi, ale Mitsuyo jest o wiele lepsza ode mnie, ja właściwie… - nie dokończyła, nie bardzo wiedziała co powiedzieć.
Doszli do baru.
- Co ci zamówić?
- To co zwykle - uśmiechnęła się na co czekał, po czym przesunął się bliżej barmana.
Tsuki ogarnęło dziwne uczucie. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Była do tego przyzwyczajona, zwłaszcza po występie, prawdę mówiąc czasem ciężko jej było odgonić się od adoratorów, ostatnio pomagał jej w tym Yuji. Jednak teraz czuła się mniej swobodnie. Odwróciła się i napotkała parę ciemnoniebieskich oczu. Przyjrzała się mężczyźnie, nie zaimponował jej, choć widziała, że wokół niego rośnie grupa adoratorek. Odwróciła wzrok, jednak coś kazało jej wrócić do tamtego mężczyzny. Patrzył na nią w taki sposób, że czuła się naga, obdarta z maski jaką przyjęła. Zapatrzyła się w jego spojrzeniu, miała wrażenie, że czegoś się od niej oczekuje.
- Wszystko w porządku? - zapytał Yuji podając jej wódkę z sokiem porzeczkowym i wanilią.
- Hmm…
Yuji podążył za jej spojrzeniem, poczuł ukłucie zazdrości.
- Czy on ci się narzuca? - zapytał bojowo, choć w postawie mężczyzny mógł wyczytać pewność siebie, która go onieśmielała.
- Nn..nie… nie jestem pewna… Ale nic z tych rzeczy Yuji, dziękuję.
- To może pójdziemy usiąść na następne piętro?
- Możemy - przytaknęła i upiła zawartość swojej szklanki.

...

Krótkowłosa dziewczyna stanęła przed klubem. Ruszyła w stronę czerwonego motoru, aby dokładniej mu się przyjrzeć.
- No tak - mruknęła, nie miała wątpliwości co do jego właściciela, była to limitowana wersja.
Pomyślała, że to dobra okazja do rozmowy i weszła do środka. Przez to wszystko zapomniała, że jednak jest rozpoznawalna i zorientowała się dopiero, gdy do jej uszu doszły szepty "To Haruka Tenoh!" Tłum wokół niej lekko się zacieśnił. Poczuła, że nie będzie łatwo, jednak udało jej się dojrzeć sylwetkę mężczyzny, którego wypatrywała, na szczęście był wysoki, co ułatwiło jej zadanie. Szła do niego widząc jego profil, co chwilę przepraszając fanów i mówiąc, że jest tu prywatnie. Zastanowiła ją mina Mamoru, stał i w ogóle się nie poruszał, patrząc w jeden punkt. Podążyła więc za jego wzrokiem. Zrozumiała i sama przystanęła. Teraz wpatrywała się w ten sam punkt, w dziewczynę, która ,nie miała wątpliwości, była jej księżniczką. Zdziwił ją jej wygląd. Włosy, które zawsze ją wyróżniały teraz były kruczoczarne, jakby z lekkim połyskiem dawnego złota i zdecydowanie krótsze. Strój był dość wyzywający i skąpy, choć gustowny, jednak nie pasujący do natury Usagi. Powoli przestała rozumieć całą sytuację. Zastanawiał ją fakt, że wcześniej nie wyczuwała jej obecności, teraz też nie mogła dojrzeć tej poświaty, która zawsze ją otaczała. Widząc, że Mamoru jest chwilowo sparaliżowany, postanowiła działać. Udała się w jego kierunku, lecz w tym samym momencie on podążył za czarnowłosą. Uznała, że najlepiej jak poobserwuje rozwój sytuacji z odpowiedniej odległości.

...

"Co ja robię? Dlaczego stoję? Tyle jej nie widziałem! Co ona tu robi? Czemu ona jest z tym mężczyzną?? Nie wyczuwam mocy..." Przez głowę Mamoru przepływały kolejne pytania. W końcu poczuł, że musi do niej podejść, być bliżej, spojrzeć w oczy, poszukać odpowiedzi. Jego pewność siebie wróciła, udał się w jej stronę. Pragnął już być przy niej, adrenalina podskoczyła w jego żyłach. Miał wrażenie, że nie będzie mógł się opanować i zacznie ją po prostu całować. W tym momencie ona odwróciła się w jego stronę i spojrzała niepewnie. To trochę go "zbiło". Podszedł jednak dość blisko i wyszeptał jej imię.

...

- Usa-ko…
Słysząc to nie mogła pozostać obojętna. Coś ciągnęło ją do tego mężczyzny. Kątem oka widziała jak Yuji gotuje się ze złości. Nie bardzo wiedziała co robić. Zawahała się. Miała wrażenie, że Yuji wywoła sprzeczkę, której chciała uniknąć. Nagle ujrzała jak jakaś blondynka łapie jej kolegę od tyłu i mówi coś powoli, ale stanowczo. Przestraszyło ją to. "Czy oni czegoś ode mnie chcą?" pomyślała.
- Usako, proszę, wyjaśnij mi co to wszystko znaczy…
Oprzytomniała, spojrzała jeszcze raz w oczy tego ciemnowłosego mężczyzny.
- Nazywam się Tsuki. Czy my się znamy? Czy ty mnie znasz? - zapytała niepewnie.
- Usagi! - mówiąc to nic nie rozumiał - Dlaczego… - urwał.
- Usagi? - chciała powiedzieć coś jeszcze, ale postanowiła być ostrożna, mimo wszystko nie chciała ufać pierwszej napotkanej osobie.
Widziała, że mężczyzna chce jej dotknąć, odsunęła się lekko.
- Ja nic z tego nie rozumiem, Usako.
Nagle usłyszała głos blondynki, która przed chwilą wyprowadziła gdzieś Yuji.
- Mamoru, nie tutaj, ludzie się patrzą, trzeba ją stąd zabrać.
Dziewczyna drgnęła, powoli traciła orientację i zaczęła się bać. Wszystko było takie, jakby działo się obok niej.
- Ja wezmę Usagi, jestem motorem, ty wróć taksówką, piłeś, twoim motorem zajmę się później. Spotkamy się u was w mieszkaniu. Daj klucze, będę tam szybciej. - Haruka mówiąc to złapała dziewczynę za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia.
Tsuki pomyślała nie wiedzieć czemu, że nie ma sensu się opierać, właściwie to poczuła się słabo i jak tylko wyszli prawie upadła.
- Usagi, to ja Haruka. Zajmę się tobą.
Te słowa uspokoiły ją. Wsiadła na motor dziewczyny i odbyła najszybszą jazdę w swoim życiu, przynajmniej tak jej się wydawało.

...

Siedziały obie na białej kanapie w przestronnym mieszkaniu. Wszędzie pachniało różami. Spojrzała na taras i bez słowa udała się, aby zobaczyć widok jaki się z niego rozpościerał. Było jej zimno, ale chciała zostać sama. Z salonu dochodził do niej głos Haruki.
- Tak. Chyba tak. Niedługo będę, czekam na Mamoru, wtedy zostawię ich samych… Jak to widziałaś coś? Dobrze, porozmawiamy jak wrócę...
Tsuki nie wiedziała co o tym myśleć, czuła strach, ale i stabilizację, nie wiedziała, czy ci ludzie naprawdę ją znają, czy pomogą jej. Wszystko działo się za szybko.
- Mamoru jesteś… Właśnie dzwoniła Michiru, muszę wracać. Uważaj na nią…
- Dziękuję Haruko, doceniam to co zrobiłaś. Ja…
- Książe…
Tsuki usłyszała jak dziewczyna wychodzi. "Dlaczego nazwała go księciem?" Czuła się obco. Osoba, która przedstawiła się jako Haruka, miała wrażenie, że może jej ufać, ale teraz została z mężczyzną, którego nie znała.
- Wejdź do środka, bo się przeziębisz. Możesz wziąć kąpiel, zaraz przyniosę twoje ubrania.
Spojrzała na mężczyznę, który przeszedł w głąb tarasu i zniknął za drugimi drzwiami. Dopiero teraz rozejrzała się po mieszkaniu. Było przyjemne, aczkolwiek trochę nieuporządkowane. Jej uwagę przykuła otwarta szkatułka, która stała na komodzie. Podeszła do niej i przesunęła po niej ręką. Poczuła ciepło i pewne nowe uczucie.
- Proszę. Szlafrok i kapcie.
Wzięła to bez słowa i udała się do wskazanej łazienki. Wzięła szybki prysznic. Spojrzała w lustro i ze zdziwieniem stwierdziła, że przez farbę na włosach zaczyna przebijać coraz więcej złotych refleksów. Nabrała głęboko powietrza do płuc i wyszła. Mężczyzna siedział spokojnie w fotelu widocznie się nad czymś zastanawiając. Kiedy weszła uśmiechnął się mimowolnie. Nie wiedziała, że walczy ze sobą, aby jej namiętnie nie pocałować.
- Proszę, usiądź.
- Dziękuję,…
- To dziwne…, czy ty… Czy ty niczego nie pamiętasz?
- …nie.
- Jesteśmy małżeństwem.
Spojrzała na niego ze zdziwieniem. Nie miała obrączki na palcu.
- Zostawiłaś ją w domu, zanim zniknęłaś - uprzedził jej pytanie.
Więc była mężatką. Zaczerwieniła się.
- Kto nazwał cię Tsuki? - spytał nagle.
- Yuji.
Poczuł ukłucie. Opanował emocje.
- To dziwne, nawet gdy nie wiesz kim jesteś, przeznaczenie łączy cię z tym co nieuniknione.
Nie zrozumiała go. Wstał i usiadł obok niej.
- Usagi, jesteś wyjątkowa. Odchodziłem od zmysłów, kiedy cię nie było. Zniknęłaś bez śladu… Ja… Było mi ciężko. Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa…, że jesteś ze mną - mówiąc to dotknął lekko jej twarzy.
Uniosła rzęsy i poczuła jak łzy napływają jej do oczu. Zapragnęła bliskości, której tak dawno nie czuła. Zrozumiał. Powoli objął ją i przysunął do siebie. Pogładził po karku i pocałował w czoło. Uderzył go jej zapach, o którym prawie zapomniał. Zaczął całować ją w szyję. Nie protestowała. Miała wrażenie, że to jedyna znajoma chwila w jej obecnym życiu. Zsunęła szlafrok i zaczęła rozpinać jego koszulę. Czuła się bezpiecznie. Oddała się mu całkowicie. Rozkosz jaką zaznała nie mogła porównać do niczego co przeżyła. On pragnął więcej i więcej, jakby bojąc się, że znowu ją utraci. Brali się po kawałku, aż w końcu padli zmęczeni na kanapę.

...

*odorikuruu - taniec w ekstazie

wtorek, 21 lipca 2009

"Munashii"

Od jej zniknięcia minęły 3 tygodnie. Czuł, że grunt łamie mu się pod nogami. Jeszcze niedawno byli tacy szczęśliwi, tyle planowali. Obiecał, że będzie ją chronić, że jej nie opuści. Tymczasem ona tak po prostu "rozpłynęła się" i mimo usilnych poszukiwań niczego się nie dowiedzieli. Na dodatek poza tym nie działo się nic niepokojącego. Mimo wcześniejszych przeczuć teraz wszystko ucichło, nic z tego nie rozumiał. Dlaczego wzięła kryształ? Dlaczego wyszła? Było zbyt wiele niewiadomych. Rozmyślając o tym wszystkim Mamoru Chiba siedział w fotelu w salonie patrząc w stronę tarasu na którym tak lubiła przebywać. Zacisnął pięść z obrączką, wstał i wyszedł z mieszkania zatrzaskując za sobą drzwi. Szedł równym krokiem korytarzem w stronę podziemnego garażu. Odpalił stojący tam i nieużywany od dłuższego czasu motor. Ryk silnika koił jego nerwy. Jeszcze raz pomyślał o tym gdzie mógłby ją znaleźć i ruszył z piskiem opon…

...

Otworzyła oczy. Po raz kolejny zastanawiała się gdzie jest. Właściwie to nie obchodziło jej już to. Wstała i nie spiesząc się ubrała. Weszła do małej łazienki z podłużnym lustrem, które optycznie powiększało pomieszczenie. Niechętnie spojrzała na swoje odbicie. Dotknęła płaską ręką powierzchni lustra i przejechała po niej powoli. "Czas na zmianę" pomyślała.
- Przepraszam, wstałaś już?
- Tak, zaraz przyjdę.

...

Padał ulewny deszcz. Ludzie biegali po ulicach Tokio szukając jakiegoś schronienia, a grupka dziewczyn siedząca w Crown bezmyślnie się im przyglądała.
- Byłam u Mamoru, ale go nie zastałam - powiedziała brunetka z przejęciem.
- Kończy mu się urlop - przypomniała Ami - to mu wcale nie ułatwi. Mówił mi, że na niczym nie może się skupić. Zastanawiam się, czy powinien w takim stanie wracać do pracy. To wielka odpowiedzialność… a jeżeli popełni błąd?
- Masz rację, ale decyzja należy przecież do niego. Minako, czy dowiedzieliście się czegoś z Artemisem?
- Niestety nie. Tak naprawdę, to kończą nam się pomysły.
- A ty Rei?
- Rozmawiałam już o tym z Mamoru… Kompletnie nic! Żadnych znaków, śladów. Nie potrafię tego wyjaśnić!
- Minęło tyle czasu, a my jesteśmy bezsilne! - wybuchła Minako - Jestem przywódczynią, a nie jestem w stanie jej odnaleźć! Jesteśmy w punkcie z którego nie potrafimy wyjść. Jak mamy ją ochraniać, jeżeli nie potrafimy wyjaśnić tego co się dzieje?!
- Minako, weź się w garść! - Mako spoważniała.
- Ale ona ma trochę racji…
- Ami?
- Nie przewidziałyśmy tego. Nie umiemy nawet określić, czy to nasz nowy nieprzyjaciel, czy też tak naprawdę coś bardziej przyziemnego…
- Ami ma rację. A jeżeli idziemy nie w tym kierunku? - Rei spojrzała się po twarzach swoich przyjaciółek szukając odpowiedzi.
- Ale przecież wykluczyliśmy od razu na początku szpitale, przeglądałyśmy gazety. Nadal to robimy i nic… - stwierdziła Mako.
- Jesteśmy beznadziejne… - podsumowała blondynka - Skontaktuję się z Haruką i Michiru…
- Ale to ostateczność… - powoli powiedziała Ami.
- A uważasz, że to nie jest sytuacja krytyczna?! - Minako naprawdę traciła równowagę.
- Przepraszam. Podjęłam już decyzję - wstała i udała się do wyjścia dokąd odprowadziły ją trzy pary zmartwionych oczu.

...

Odwiedzał miejsca w których dawniej bywali razem. Przejechał przez całe Minato-ku ożywiając tym samym swoje wspomnienia. Byli tacy młodzi kiedy się poznali, a zwłaszcza ona… była jeszcze dzieckiem. Beztroska i radosna, to jego pierwsze odczucia na temat jej osoby. Później poczuł jaka jest wyjątkowa, powoli intrygowała go jej ukryta natura. Zawsze czuł dreszcz przechodzący przez jego ciało, gdy spotykał ją na swojej drodze. Pragnął wiedzieć o niej coraz więcej, więc sam odkrył przed nią swoje drugie ja. Tajemnica ich tożsamości zbliżyła ich do siebie. Zakochał się w niej i od tamtej pory to uczucie towarzyszyło mu już zawsze. Stał teraz nad brzegiem zatoki i wpatrywał się w światła po drugiej stronie, światła prefektury Chiba, gdzie znajdował się ich obecny dom. Pomyślał, że nie ma ochoty teraz tam wracać. Poczuł jak zimny wiatr targa jego włosami. Zapadał zmrok. Zmrużył lekko oczy i wsiadł na motor.
- Muszę się napić… - to jedyne co przyszło mu na myśl.

...

- Rozumiem… Tak. Bądź spokojna. Nie, odezwiemy się pierwsze...
Kiedy odłożyła słuchawkę podeszła do niej Haruka, która całej rozmowie przysłuchiwała się w milczeniu.
- Dlaczego nic nie poczułyśmy?! - nie mogła opanować emocji, choć bardzo się starała.
- Pamiętaj, że my mamy inne powierzone zadanie, tylko w wyjątkowych… - nie zdążyła jednak dokończyć.
- Inne… Dobrze znam swoją misję. Ale jeżeli obawy Minako są słuszne, to my też zawiodłyśmy…
- Tak, to prawda. Setsuna się nie odzywała. Czas spróbować się z nią skontaktować.
- I tak nam nie pomoże, dobrze wiesz…
- Dobrze wiem, że jest naszą towarzyszką, a nie tylko strażniczką czasu. Jeżeli było jakieś załamanie w czasie lub przestrzeni, to na pewno też szuka odpowiedzi.
- To prawda… Tymczasem pojadę się rozejrzeć.
- Nie możesz tak bezczynnie siedzieć, prawda? - Michiru lekko przechyliła głowę i delikatnie się uśmiechnęła.
Haruka podeszła do niej i dotknęła jej smukłej dłoni.
- Niedługo wrócę, obiecuję.
- Idź.
Po wyjściu Haruki Michiru otworzyła szufladę swojej toaletki. Dotknęła palcami przedmiotu, jej osobistego talizmanu. Przyjrzała się dokładnie powierzchni lustra. Podeszła do jednego z wielkich okien apartamentu i spojrzała na rozświetlone Tokio. "Księżniczko…" pomyślała, po czym widok jaki ujrzała w lustrze bardzo ją zaskoczył.

...

*munashii - pustka

sobota, 13 czerwca 2009

"Maejirase"

Powietrze tego dnia było nadzwyczaj świeże. Słońce przebijało się gdzieniegdzie przez kłębiące się chmury. Na dużym parapecie siedziała kotka o pięknie czarnej sierści. Na jej czole widniał znak księżyca, a ciekawe oczy wpatrywały się w przestrzeń. Nie patrzyła ona jednak w żaden konkretny punkt, po prostu oddawała się swoim rozmyślaniom. "To już dwa miesiące od ich ślubu… Brakuje mi jej." Oczy kotki lekko się zaszkliły. Brakowało jej tych wspólnych poranków, czasem nerwowych, czasem leniwych. Wspólnych rozmów. Dawniej wiedziała wszystko o swojej towarzyszce. Cieszyła się jednak jej szczęściem. Tym, że w końcu odnalazła spokój u boku Mamoru. Jako jedyna rozumiała bez słów rozterki tej pary, domyślała się powodów odwlekania decyzji o ślubie. Właściwie to była dumna z dojrzałości Usagi, z tego jak roztropnie podejmowała swoje decyzje.
- Luno.
- Minako?
- Przyglądam ci się od dłuższej chwili. Czy coś się stało?
- Odwiedźmy Usagi-chan!
Minako uważnie spojrzała na kotkę. Jej też brakowało przyjaciółki.
- Dobrze. Zrobimy niespodziankę! - powiedziała uśmiechając się.
- Najlepiej jak pójdziemy tam wszyscy. - niespodziewanie przerwał im głos.
- Artemis! - radośnie krzyknęła kotka - Gdzie się podziewałeś przez ostatnie dni?!... - jej głos jednak w miarę mówienia robił się coraz mniej pewny. Zauważyła poważny wzrok kota.
- Artemisie…? - cicho zapytała Minako, choć wiedziała co oznacza ta postawa jej towarzysza, znała go aż nazbyt dobrze.
- Niestety… - odpowiedział - Coś się kończy, coś się zaczyna…

...

Złotowłosa i brunet śnili w nocy ten sam sen. Oboje byli bardzo niespokojni. Szamotali się na swoim łożu, mimo deszczowej jesiennej pogody wdzierającej się przez taras, czuli gorąco.
Głos.
"TO JEST MÓJ SEN!"
Przebudzenie.
Otworzyli oczy, byli zwróceni do siebie. Pewnie pomyśleli by, że to po prostu zły sen, gdyby nie to, co odczytali w swoich spojrzeniach. Usagi poczuła niepokój, a Mamoru lekko przysunął ją do siebie i objął.
- Co to było?
- Nie wiem.
- Boję się.
- Nie opuszczę cię…

...

Usagi obudziły promienie przebijające się przez chmury. Spojrzała w bok. Leżał śpiąc spokojnie. Przypomniała sobie widok w jego oczach, minionej nocy po przebudzeniu. Była pewna, że widziały to samo co ona, tą samą historię…
Od pokonania Chaosu minęło 5 lat. Uwierzyła, że to już koniec. Uwierzyła, że mogą żyć normalnie. W końcu zaczęła studia i była w trakcie ich kończenia. Mamoru był z niej dumny, z tego, że odnalazła pasję w projektowaniu architektonicznym. Sama urządziła ich mieszkanie. Spełniała się... On pracował, był świetnym diagnostą, znanym na świecie. Mimo tego, że dostawał wiele propozycji pracy, zdecydowali się jeszcze przed ślubem, aby pozostać w Tokio.. "tak na wszelki wypadek"…
Westchnęła. Przeznaczenie widocznie inaczej chce kierować ich losem.
Delikatnie przeniosła rękę męża ze swojego brzucha na kołdrę, nie chciała go budzić. Wiedziała, że będą musieli porozmawiać. Chciała jednak jeszcze trochę pomyśleć. Powoli przeszła do salonu i otworzyła złotą zdobioną szkatułkę kluczem, który miała na szyi. "Witaj" pomyślała, a kryształ, którego przed chwilą dotknęła, jakby w odpowiedzi zabłysnął. Zawiesiła go na szyi. Poczuła ciepło. "To dziwne… Brakowało mi tego…". Stanęła przed wielkim lustrem, upięła włosy, narzuciła jesienny płaszcz i wsunęła kozaczki. Spojrzała jeszcze raz na swoje odbicie i zamknęła drzwi od zewnątrz.

...

Rei Hino uważnie obserwowała ogień. Nie raz już ją ostrzegał. Teraz jednak ani trochę nie mogła zrozumieć jego zachowania. Zirytowała się. Wstała i wyszła przed świątynię. Próbowała znaleźć cokolwiek, znak, omen… Skarciła się w duchu za taką postawę. W ten sposób na pewno nic nie odkryje. Powietrze było świeże, zrobiła głęboki wdech. Powoli uspokoiła się. Postanowiła, że sprawdzi co u Usagi, w końcu jeżeli coś się działo odpowiedź powinna znaleźć właśnie tam, u księcia Ziemi i księżniczki Księżyca…

...

Ami i Mako spokojnie spacerowały parkiem. Cieszyły się tą jesienną pogodą i jednym z nielicznych wolnych dni. Postanowiły spotkać się na zwykłe przyjacielskie ploty, dzwoniły też do Minako i Rei, ale nie mogły ich zastać. Zdecydowały, że nie zmarnują dnia i spotkają się same.
- Ami-chan, czyż nie jest wspaniale? Spójrz na te drzewa! Jesień to piękna pora roku.
- Tak, też ją lubię. Szkoda, że mam tak mało czasu, aby nacieszyć się tym widokiem.
- To prawda.
Nie rozmawiały zbyt wiele. Nie czuły takiej potrzeby. Już sama obecność siebie nawzajem im wystarczała. Nogi niosły je same…

...

Spojrzał na zegarek, była 11. Mimo to był zmęczony. Ten sen... Pod ręką poczuł pustkę, obrócił się i nie zobaczył jej. Narzucił szlafrok i przeszedł do salonu. Z salonu do kuchni. "Łazienka" pomyślał. Pusto. Wrócił do salonu i zobaczył brak jej ulubionych jesiennych butów. "Czemu wyszła?" Zaczął się denerwować. "Uspokój się, pewnie poszła na spacer." Przeszedł na taras i obserwował poruszające się chmury. Mimo tłumaczeń niepokój nie opuścił go. Odzwyczaił się od tego, przez ostatnie 2 miesiące prawie się nie rozstawali, a każdy poranek spędzali razem. Usłyszał pukanie do drzwi. Uniósł głowę z nadzieją i ruszył w tę stronę. Przechodząc jednak przez salon coś przykuło jego uwagę. Szkatułka była otwarta… Szybko podszedł i zobaczył, że brakuje jej zawartości. Pukanie ponowiło się, tym razem było głośniejsze i bardziej zdecydowane. Nacisnął klamkę.
- Rei!
- Ohayougozaimasu Mamoru-sama. Przyszłam was odwiedzić, ale widzę, że chyba nie w porę. - powiedziała patrząc, że mężczyzna ma tylko nałożony w nieładzie szlafrok.
- Rei - powiedział poprawiając szlafrok i przeczesując ręką włosy - po co tak formalnie, wejdź. Dobrze, że przyszłaś!

...

Usagi spacerowała wybrzeżem… Czuła na sobie ciepło kryształu. Miała wrażenie, że przez te 5lat brakowało jej tego. Mimo wszystko był częścią jej. Reagował na jej emocje, tyle razy pomagał, gdy była gotowa oddać swoje życie. Jej życie… czy i teraz zbliża się czas, kiedy będzie musiała poświęcić kolejną część siebie? Przywołała obraz Mamoru po walce z Chaosem. Stał tam, choć myślała, że już go utraciła. Teraz byli razem. Kryształ zaiskrzył się złotym światłem, spojrzała w dół. "Co chcesz mi powiedzieć?" Chaos… od niego wszystko się zaczęło. Wiedziała, że jest potrzebny. Równowaga we wszechświecie musi być zachowana, inaczej coś się skończy… Skończy? A może zacznie? Miała mętlik w głowie. Spojrzała na kłębiące się chmury i przebijające promienie. Jeden z nich padł na nią, poczuła ciepło. Zemdlała.

...

- Nie wydaje mi się, że mamy podstawy do niepokoju Mamoru-san.
- Ale przecież sama powiedziałaś, że ogień zachowywał się dziwnie - brunet wypowiadając te słowa krążył po pokoju.
- Dziwnie, ale nie tak jak przed poprzednimi zagrożeniami - powiedziała ostrożnie.
- To jeszcze niczego nie tłumaczy! Po to tu przyszłaś Rei, prawda?
Skinęła powoli głową.
- No i sama widzisz, jej nie ma… A ja nie mogę pozbyć się wrażenia, że…
Spojrzała uważnie i w tym samym momencie usłyszała natarczywe pukanie do drzwi. Ożywiła się, ale wiedziała, że Usagi weszłaby od razu.
- Otwórz proszę, a ja pójdę się odświeżyć. Wydaje mi się, że to będzie długi dzień.
Mamoru pozbawił ją nadziei, że to jednak jej przyjaciółka, on na pewno by to poczuł. Spojrzała przez wizjer i ujrzała inną bliską jej osobę.
- Minako! Ty tutaj? O tej porze? Przecież miałaś mieć przesłuchanie! O, Luna, Artemis!
Blondynka wpadła do mieszkania, nawet obecność Rei jej nie zdziwiła. Rozglądnęła się po salonie.
- Usagi! Mamoru?
- Usagi wyszła, nie ma jej od paru godzin. Przynajmniej tak myśli Mamoru, nie było jej kiedy wstał. A ona jak zwykle nie wzięła komórki - mówiąc to skrzywiła się przypominając sobie niejednokrotne objawy roztrzepania Usagi.
- Niedobrze - Minako zmarszczyła brwi - coś się zbliża…
- A więc jednak? - smutno szepnęła Rei.
- Pójdę jej poszukać! - powiedziała Luna po czym zniknęła w otwartych drzwiach pozostawionych przez Minako.

...

*maejirase - przeczucie

piątek, 29 maja 2009

"Hiyokunotori"

Obudziła się, a stary zegar wybijał 4 rano. Drzwi tarasu były tak samo uchylone jak wcześniej, jednak coś się zmieniło. Na wielkim łóżku z baldachimem, obok niej, leżał spokojnie śpiący mężczyzna. Popatrzyła na niego czule i przykryła lekką kołdrą. Spojrzała w stronę tarasu skąd dochodził blask jej gwiazdy, ukochanego Księżyca. Wstała i cicho stąpając po miękkim dywanie wyszła na taras. Była naga. Nie przejmowała się tym wcale. Podeszła do barierki i spojrzała na rozciągający się Pacyfik. Wzięła głęboki wdech. Upewniła się tym samym w przekonaniu, że dobrze wybrali razem mieszkanie, tu w prefekturze Chiba… "Chiba… Usagi Tsukino Chiba" powiedziała powoli w myślach. Tak, tego też była pewna, po tylu przeszkodach, przeciwnościach losu w końcu mogli być razem. Uśmiechnęła się, wspominając te dopiero co minione chwile, kiedy tak spragnieni siebie wpadli do mieszkania. Potargał jej włosy, które Minako tak skrupulatnie układała, a które teraz w wielkim nieładzie oplatały jej ciało. "Tak, to był jednak dobry pomysł, aby przed ślubem rozstać się na miesiąc." To on wyszedł z tą propozycją. Na początku zaniepokoiła się tym, myśląc, że ma obawy dotyczące jego uczuć do niej, ale teraz nie było to już istotne… Teraz była jego żoną i nic, i nikt nie mógł tego zmienić.

...

Mamoru powoli otworzył oczy. Do sypialni wpadało jasne światło Księżyca, a postać stojąca na tarasie lśniła jego srebrno-złotym blaskiem. Postanowił chwilkę tak poleżeć napawając się tym cudownym widokiem, tym bardziej, że ku jego zadowoleniu postać ta była naga. Zdał sobie sprawę, że jego wszelkie obawy, które miewał wcześniej, ulotniły się wraz z dniem dzisiejszym, w którym to Usagi powiedziała "Tak". Teraz myślał, że był głupi sądząc, że jednak coś ją łączyło z Seiyą. Zaryzykował rozstając się na ten miesiąc przed ślubem, chciał mieć pewność. Ale nie tylko on (Seiya) był dla niego zagadką. Sam wiele razy zastanawiał się jak tak naprawdę ma wyglądać ich przyszłość. Nigdy nie wątpił w ich miłość, nigdy…, a jednak wiedział, że jego Usagi dorasta i bał się, że to wszystko okaże się jej zauroczeniem i dziewczęcą fascynacją legendą, która miała miejsce przed wiekami. Teraz jednak stała na tarasie pewna siebie i swoich decyzji, dojrzała, nie całkiem inna, bo nadal miewała swoje urocze momenty dziecinności i kapryśności, ale to tylko, w jego mniemaniu, dodawało jej blasku. Blasku, którego tak potrzebował. Po raz pierwszy nie bał się przyszłości.

...

Przeszła przez taras do salonu, a stamtąd do kuchni. Pomyślała, że zrobi mu przyjemność pierwszym wspólnym śniadaniem. Upięła w nieładzie włosy i zaczęła zaparzać kawę. Uwielbiała jej zapach. Zaglądnęła do stojącego obok koszyka. No tak, kochane dziewczyny, pomyślały o wszystkim, nawet o tym, aby jej pierwsze śniadanie nie okazało się kompletną katastrofą. Mako przygotowała mnóstwo smakołyków, aż ją kusiło aby spróbować ich wszystkich na raz. Opanowała się jednak biorąc głęboki wdech.

...

Patrzył jak postać jego ukochanej powoli znika z tarasu kierując się w stronę salonu. Dopiero teraz zauważył, że noc walczy z nadchodzącym porankiem. Okrył się prześcieradłem i wyszedł na taras. "Piękny widok" to była jego pierwsza, prosta myśl. Czuł ciepło na swoich dłoniach, ciepło które mówiło mu o związku z tą błękitną planetą. Usłyszał ciche krzątanie w kuchni, zapragnął ją zobaczyć. Niezauważalnie przyglądał się jej z salonu. Obserwował jak delikatnie związuje włosy odsłaniając kark i powoli układa jedzenie na tacy. Nie wiedział czy podejść i mocno ją przytulić, czy jeszcze trochę cieszyć się tym widokiem. Doszło go jednak niespodziewanie mocne burczenie z brzucha Usagi, nie wytrzymał i głośno się roześmiał.

...

Usagi odwróciła się i zobaczyła podchodzącego i rozbawionego sytuacją męża.
- Starałam się - powiedziała.
- Kocham Cię - szepnął
- Naprawdę? - spytała trochę przekornie.
- Naprawdę. - powiedział mocno mimo tego, że tego nie oczekiwała.
Objął ją delikatnie i pocałował w czoło.
- A teraz lepiej coś zjedzmy - uśmiechnął się i spojrzał na śniadanie.
- Tak - potwierdziła i przez chwilę chełpiła się wzrokiem Mamoru, który najwyraźniej myślał, że oto ona przygotowała tak wspaniałą ucztę. "No tak, nie zaszkodzi jak go nie wyprowadzę z błędu" pomyślała i szatańsko się uśmiechnęła.

...

*hiyokunotori - szczęśliwie poślubiona para

czwartek, 21 maja 2009

"Tachiagari"

Przez uchylone drzwi tarasu wiał lekki, chłodny wiatr. Zasłony wirowały w jego takt, a blond dziewczyna przyglądała się temu zjawisku z wielkim spokojem. W mieszkaniu Usagi dało się wyczuć woń wanilii i róż, które tak uwielbiała. Pokój w którym siedziała był jasny i przestronny, urządzony w klasycznej bieli, delikatny jak jego właścicielka. Usłyszała lekkie pukanie do drzwi. Uśmiechnęła się mimowolnie pod nosem i wstała aby je otworzyć. Wiedziała kto to, właściwie czekała na ten moment.
- Usagi! A Ty jeszcze nie gotowa?!?!
- Przepraszam Minako - powiedziała skruszona - zamyśliłam się - po czym uśmiechnęła się.
Minako stała przez chwilę osłupiała. "Zamyśliła?"
- Dziewczyny! - krzyknęła na korytarz - Szybciej! Nie gramolcie się tak! ONA jest jeszcze nie gotowa!!!
- CO?!?! - dało się słyszeć zdziwione głosy.
Usagi spojrzała na stary zegar, który wskazywał 15:30. "Ojej" pomyślała, po czym spanikowanym głosem zdołała wykrztusić:
- Mmminako!
- Chyba do niej dotarło! - powiedziała zdyszana Rei po czym wszystkie cztery wybuchły śmiechem.

...

Dziewczyny krzątały się przy Usagi, która nadal nie mogła uwierzyć, że to już dzisiaj. Mako z namaszczeniem zaparzała kawę, a Minako delikatnie rozczesywała złote włosy przyjaciółki. Usagi natomiast po kąpieli ponownie uległa zamyśleniu. Była szczęśliwa. Długo czekali z Mamoru na odpowiedni moment. Nie chcieli niczego robić zbyt pochopnie, musieli wyjaśnić sobie parę spraw. Dlatego najpierw zamieszkała sama. Wiedziała, że przyjaciółki dziwią się temu rozwiązaniu, choć nigdy nie zadawały pytań, bo ceniły ich prywatność. Była im za to wdzięczna.
- Usa-gi! Usaaaa-GI!
Wyrwała się z zamyśleń. Spojrzała w górę i ujrzała nad sobą wściekłą twarz Rei.
- Dziękuję - powiedziała po chwili złotowłosa, przez co twarz Rei zmieniła na chwilę swój wyraz… ale tylko na chwilę.
- Nie no, ona majaczy! Usagi! Czy ty słyszysz co ja do ciebie mówię?! SUKIENKA! Gdzie jest sukienka?!?!
- ……….. Aaa… Rei… Ja, ja… całkiem zapomniałam!
- Bo zwariuję!! - krzyknęła kapłanka - Już gorzej być nie mogło… Ami….. Ami? - pytająco rozglądnęła się po pokoju.
- Poszła po suknię - oświadczyła Mako wnosząc do pokoju świeżo zaparzoną kawę.
- Przynajmniej ona jedna… - Rei resztę wymruczała pod nosem tak, aby nikt jej nie usłyszał.
Usagi uśmiechnęła się. Całość bawiła ją ogromnie. Doceniała pomoc przyjaciółek, wiedziała, że bez nich pewnie nawet nie wyszłaby dziś z tego pomieszczenia, ale nadal bawiło ją to, że są bardziej przejęte od niej.
- Usagi-chan... - była to Minako w której głosie słychać było lekką urazę na taką postawę.
- Oj Minako-chan, nie wściekaj się proszę, od teraz będę się starać, dobrze?
Rysy Miny złagodniały, skinęła głową.
- Jeżeli nie będziesz współpracować, to na pewno się spóźnimy! - odezwała się Rei - Przecież same nie wciśniemy cię w tą suknię! Musisz chociaż stanąć i podnieść ręce do góry… - kąśliwie dodała, na co Mako zaśmiała się głośno, bowiem łatwo było jej sobie wyobrazić Rei wciskającą suknię na biedną Usagi.
Wszystko to przerwała zdyszana Ami, która właśnie wbiegła do mieszkania z wyczekiwaną suknią.

...

- Wyglądasz pięknie Usagi!
Blondynka przyglądała się własnemu odbiciu w wielkim lustrze z bogato zdobioną ramą. Jej włosy lekko spływały gdzieniegdzie na ciało, a reszta upięta była w koki. Suknia, którą ponad miesiąc temu wybrała była biała jak śnieg, skromna i zarazem fantazyjna… Głęboki dekolt odsłaniał bladą skórę dziewczyny, plecy były do połowy odkryte, na szyi wiązanie w kokardkę. Nogi z przodu były odsłonięte trochę przed kolano, a tył zasłonięty niezliczoną ilością delikatnych falban. Całość była misternie wykończona koronkami. Na nadgarstku połyskiwała złota, gruba bransoleta, która była idealnym wykończeniem całości.
"Już czas" - pomyślała i wsunęła na stopy niczym nie wyróżniające się białe pantofelki.
- Już czas - tym razem powiedziała głośno.
- Tak Usagi-chan - powiedziały niemal jednocześnie szczęśliwe przyjaciółki.

...

- Mamo-chan!
Przeszył go prąd. Niezauważalnie drgnął i odwrócił się.
- Usako… - w jego głosie wyczuwała wszystko czego pragnęła - troskę, zachwyt, pragnienie, a przede wszystkim miłość. Zarumieniła się.
- Mamo-chan… - wyszeptała, a po jej porcelanowej twarzy spłynęła łza.

...

*tachiagari - początek

Początek

Długo nie mogłam się zdecydować na krok opublikowania moich zapisków. Ten dzień jednak nastąpił - dzień w którym chciałabym podzielić się z Wami moją historią. Mam nadzieję, że wspomożecie mnie w jej tworzeniu każdą uwagą, jaka tylko przyjdzie Wam na myśl. Zapraszam do dalszych losów bohaterów stworzonych przez Naoko Takeuchi...